poniedziałek, 5 grudnia 2022

I tak zaczynało się Na tym Naszym Polskim Zachodzie

I tak zaczynało się

Na tym Naszym 

Polskim Zachodzie

To Nasze Kaliszczakowe

Po świecie wędrowanie


Każdy jakoś dorastał

Dojrzewał do tej swojej

Samodzielnej drogi

Gdy dzisiaj

Na to wszystko patrzę

To tak jak w tej baśni

O Lechu Czechu i Rusie

Bowiem każdy z Moich Braci

Inną Stronę Świata obierał

Andrzej swoją przystań

Znalazł w Szczecinku


Janusz zatrzymał się

W Koszalinie

Mirosław

W Gdańsku Morenie

Jerzy w Gdyni

Ryszard w Gdyni Orłowo

I ja Zbigniew w Gdańsku

I każdy znalazł tam

I  swoją basztę

I swój bastion

I swoją placówkę

I swoje Westerplatte

I z czasem wrastał

W to przekonanie że

Jest już tam od zawsze

I wypisz wymaluj

Wszyscy cukiernicy

I wszyscy piekarze

I z czasem każdy

Miał swoją klientelę

A klientela gorliwa i wierna

Na nikogo innego

Nie chciała nas

Wymienić nigdy

I tak ta profesja cukiernik

Cukiernik i piekarz

Wrasta w kolejne

Kaliszczakowe Pokolenie

Jeśli nie tak stanowczo

Przede wszystkim

To mimo wszystko

Choćby tak delikatnie

Tak kurtuazyjnie

I mimochodem

Cóż rzec patrząc

Na to wszystko

I Mój Ród który

Na Naszych Polskich Kresach

Wiódł jak w zacisznym zaścianku

Życie dostatnie spokojne

I sielskie i anielskie

Bóg nas doświadczył

Tym strasznym kataklizmem

Przez tą straszną wojnę

I jednocześnie ratował nas

Pieczołowicie chronił

A potem z tego Pociągu

Z Pociągu z Kresów

Wypuszczał nas

Na ten zupełnie nieznany

Ale i zupełnie nowy świat

Jak ze swojej Arki

Swój cały inwentarz

Wypuszczał Noe

I nam w Pasłęku

Zaświeciła tęcza

Triumfalnym zwycięskim łukiem

Zwiastując czas


Czas budowania

Czas Nadziei

Czas Pogody

Ojciec gdy zaraz

Z frontu wrócił

Zadbał o wszystko

I także o to

By Kaliszczakowy Ród

Nawet w jednym ułomku

Nie był uszczuplony


I tak był umocnił się

Nasz Braterski

Sześcioosobowy skład

Gdyby nie ta wojna

I gdyby nie ten front

To może i byłoby nas tylu



Ilu jest Apostołów

W Skladzie Apostolskim

I mówię to jako

Jako żart i nie żart

Ojciec Wołyński Chłop przecież

Już od urodzenia

Rękę do pługa miał

A i do uprawy

Bo to przecież to 

Niezawodne polskie

Gorliwe serce

I tak w tylu trudach

Razem z Mamą

Przenieśli nas

Przez te lata

Niezwykle niebezpieczne

Niezwykle trudne

W każdej chwili dnia

Niechże te słowa

Wdzięcznością zapisują się

Wobec Nich

I jest to moje zawezwanie

Do Naszych Wszystkich

Kaliszczakowych Pokoleń

W każdym dniu

Niech zawsze bęzie silne

Niech zawsze będzie mocne

I niech Wdzięcznością 

Wobecv Moich 

Obojga Rodziców

Niech trwa trwa i trwa


 

Ilustracje

Archiwum Internetowe

Archiwum Zbigniewa Kaliszczaka

Stanisław  Józef Zieliński

Tekst

Stanisław Jozef Zieliński

 


niedziela, 4 grudnia 2022

Osiemnastka i Osiemdziesiątka Moje Dwa Jubileusze

 

Osiemnasta i Osiemdziesiątka

Moje Dwa Jubileusze


Oba do siebie  mają 

Jakże jakże blisko

Tylko pomiędzy nimi

Tych trochę lat

I cały koncert dat

Pomiędzy nimi


I ta harmonia

Zawsze wszystko

I zawsze wszystko  gra

 Pamiętam jakoś

Jakoś tak mocniej

I ten jeden jubileusz

I ten drugi

Jakby były w moim zyciu

Tylko dwa

I zgadza się

Te dwa wydarzenia

To te  dwa moje 

Słupy graniczne

 To takie moje dwie

Latarnie morskie

 

Moja Osiemnastka

Gdy tylko co


Twardo w swój zawód

Wchodziłem tak  jak mogłem

A wszystko co w dłonie

Nagle chwyciłem

To było li tylko

Słodsze niż słodkie

Bo deser przecież

Ma taką moc

I wciąga

I urzeka

I porywa w lot

I ma swój urok

I ma swój czar

I bez deseru

To nawet choćby

Najlepszy łyk kawy

To jednak nie jest to

I tak w mój fach

Wchodziłem po uszy

Brnąłem grzęzłem

Im było trudniej

To krasiłem to wszystko

Coraz większym uporem

I jednocześnie 

Na wierzch  wychodziłem

Aż do własnej Cukierni

Przy Ulicy Długiej

I moich Pięciu Braci

Niejednokrotnie












Brało ze mnie przykład

Nie dociekając tak wnikliwieCzy warto

Czy to ma sensI nieraz dyskretnie


Bolał ich nawet Mój niejeden sukcesI chcąc nie chcącBrali ze mnie przykład







Niejednokrotnie dociekając

Zbigniew Zbyszek

Przecież wiadomo

Taki był zawsze

I tak jest dzisiaj

Ten nasz Braciszek

Ów Zbigniew Kaliszczak


I przyznam to i dzisiaj 

Zawsze wiedziałem  o tym

Swój piec to w moim fachu


To ta podstawa

Podstawa także

Swoja receptura

Nawet po ciemku


Rozpoznam swoje ciasta

Bowiem w każdym ciasteczku

Jest przecież moja dusza

Mój wigor

Mój fason

Mój styl

I ta gorąc

Bardziej gorąca niż blaszka

Tylko co wyjęta prosto

Z gorącego pieca

I druga data

To ta Osiemdziesiątka

Jeszcze tak niedaleko

I tak niedawno że

Bliżej niż blisko

Przybyła jakoś tak nagle

Nie wiadomo skąd

Nie wiadomo jak

I jakoś tak zaraz

Rodzina się zeszła

A i jakoś dowiedział się


O tym wszystkim

Mój cały rozległy

Cukierniczy Gdański Świat

Zeszli się Bracia

I zeszły się Dzieci

I wszystko  tak jakoś 

Poszło tak samo

Nawet nie pytając mnie

Co ja tak naprawdę

O tym wszystkim myślę

I zaraz mi tu żem Nestor

Żem Senior

I taki nagle jestem zdziwiony

Bowiem tyle lat

Osiemdziesiąt lat

To ja nie miałem

I nigdy i nigdzie

Przeto pytam nieraz


Sam siebie w lustrze

Czy to aby jednak

Nie jakiś żart

Może to tylko dzisiaj

Mam tych Osiemdziesiąt lat

I wszystko choć do lat pięćdziesięciu

Powróci do mnie


Zaraz może  jutro a

Jeśli nie jutro

To chociaż może

Zaraz pojutrze

Ale i lustro nauczyło się

Tej dziwnej dyskrecji

W tych czasach

I na moje pytanie

Tylko z odpowiedzią zwleka

I kolejny dzień

Na to moje pytanie

Jednak nie odpowiada

To ja nie nalegam

A li tylko cierpliwie

Już któryś dzień czekam

A tymczasem już

Dzieci mają Dzieci

I każde ma już też

Swoją drogę

I tak już

W ten tak dziwny sposób

Z każdym dniem wrastam

W te Moje Lata Osiemdziesiąte

Coraz dalej i dalej

Jest jednak i to pocieszające

Deser mój 

Mimo tylu moich 

Cukierniczych lat


Zawsze jednak

Jest taki sam

Albowiem kiedy deser zanika

To przecież nie masz

I cukiernika

A na to trzeba ho ho

Jeszcze co najmniej

Co najmniej 

Sto Lat

 



Ilustracje

Archiwum Internetowe

Archiwum Domowe 

Bohatera tekstu

Stanisław Józef Zieliński

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

4.12.2022

 

 

 

 

 





wtorek, 15 listopada 2022

Ten Nasz Pociąg Z Naszego Polskiego Wschodu

Ten Nasz Pociąg

Z Naszego Polskiego Wschodu


Jakże ogromny

Był ów skład

Z Naszego Kresowego Łucka

Przewoziliśmy wszystko

Co tylko dało się

Zabrać do  tego pociągu

Mama była zawsze

Taką bardzo zaradną osobą

I nawet w największym Niebezpieczeństwie

Nigdy nie traciła głowy

Zabierała więc do pociągu

I maciorę z prosiętami



I krowę

I gdzie tylko był jaki postój

Wyskakiwała z pociągu

Na nasyp i skubała trawę

By te swoje pociechy w pociągu


Móc jakoś wykarmić

I w tymże pociągu

Było dla nas mleko

Świeżutkie od krowy

Świeżutkie  mleko
 

Prosto od krowy


Marzenie ściętej głowy

A jednak

Prawdziwy cud

A wszystko Mamo

Dzięki Tobie

I jechał tym pociągiem

Nasz Cały Rodzinny Klan

I zegarmistrz

I jubiler

I krawiec

I szewc

I Ojciec  Kresowy Chłop

Choć w myślach

Bowiem walczył na froncie

Pragnący mieć dalej

Swoje gospodarstwo

Wszystkie nasze

Rodzinne profesje

Nasze rodowe wiano

A każdy tak bardzo

Był zapatrzony w swój zawód

I było to przeświadczenie

Już od dziecka

Bez zawodowej pasji

To to na zawsze utracone szczęście

To to życie które

Przechodzi tylko obok

To ta utrata tej tożsamości

Utrata tego smaku żywota

By pełnią siebie

Codziennie żyć

W tym pociągu

Ze  swojego świata


Do nowego swojego świata

Jechało wtedy wszystko

I ja Zbigniew Kaliszczak

W wieku siedmiu lat

Wiedziałem od Mamy że

Pozostać w naszym

Rodowym Łucku

To jeszcze większa niepewność

To jeszcze większe zagrożenie

I jeszcze większy strach

Zostawały przecież

Śmiertelnie groźne dla nas

Ukraińskie Bandy UPA

Tym pociągiem

Jechał z nami

Nasz jakże drogi nam

Nasz Cały Rodowy

Łucki Świat

Nasze Kaliszczakowe Kresy

I wlokły się dni

I wlokły się tygodnie

I trzeba było to wszystko

Jakoś przetrwać

Jakoś przetrzymać

Aż pociąg dotarł na tę

Stację na Mazurach

Z napisem Pasłęk

To była ta nasza

Wielka Wyprawa Rodowa

Wszystich Kaliszczaków

Z Naszego Kresowego Wschodu

Na Nasz Polski Powojenny

Odzyskiwany Zachód

By tutaj wszystko


Każdy po swojemu

Zaczynać od początku

Ile w tym było

Biblijnej Arki Noego

Ratującej nas

Z Wojennego Potopu  

By wreszcie stanąć

Na bezpiecznym lądzie

Pod Twoim Panie

Ogromnym ciepłym słońcem

Gdzie bezpieczne były

I niebo i pole i las

 

Ilustracje

Archiwum 

Internetowe

Stanisław Józef Zieliński

Tekst 

Stanisław Józef Zieliński

16.11.2022