My Kaliszczakowie z Ukrainy pochodzimy od czterech pokoleń.
Mieszkaliśmy we wsi Pustomyty na Wołyniu, 30 kilometrów od Łucka – opowiada
Zbigniew Kaliszczak. – Ja urodziłem się w kwietniu 1939 roku, więc tamte ziemie
i tamten czas znam tylko z rodzinnych
opowiadań.Kamienica przy ulicy Długiej 74 w Gdańsku. Zbigniew Kaliszczak , mistrz cukiernictwa i nauczyciel zawodu, który nadał szlify niejednemu czeladnikowi ze swojej czeladzi, współwłaściciel Cukierni „Kaliszczak” – przyjmuje mnie na pierwszym piętrze, gdzie działa Rodzinny Zakład Ciastkarski. Przez okno dobiega jarmarkowy gwar, bo jest to i czas Jarmarku Św. Dominika. Ktoś gra na cytrze. Przewodnik przez megafon opowiada po niemiecku dzieje miasta.
My Kaliszczkowie z Ukrainy
Pochodzimy od czterech Pokoleń
W Pustomytych moi rodzice
mieli gospodarstwo rolne. W okolicy najwięcej mieszkało
Ukraińców, a następnie Polacy,
Żydzi, trochę Tatarów i Czechów.W Pustomytych osiedlił się ojciec mojego dziadka ze strony ojca. Mieszkali tam moi dziadkowie, rodzice – Antonina i Jan oraz my. Dziadkowie ze strony matki z domu Kwiatkowska – też pochodzili z Wołynia. Rodzice pracowali na siedmiohektarowym gospodarstwie rolnym, które matka dostała od swojego ojca.
To był ten tygiel słowiańskiej obyczajowości, solidarności i słowiańskiej wielonarodowej kultury. Dominowała życzliwość, dobre sąsiedztwo. Historia tej Ziemi ze śladami polskości i obecności Państwa Polskiego sięga czasów Bolesława Chrobrego. Bez większych barier powstawały miasta i wsie, zamki obronne i małżeństwa mieszane.
W 1937 roku urodził się Mirosław, dwa lata później - Zbigniew. Gdy wybuchła wojna, ojciec został powołany do 15 Pułku Ułanów
Wojska Polskiego. Ryszard przyszedł na świat w czasie wojny. W Pustomytych mieszkaliśmy do 1943 roku, a więc do czasu, gdy Ukraińcy na rozkaz UPA zaczęli mordować Polaków. Wtedy opuściliśmy rodzinną
wieś – mówi Zbigniew Kaliszczak. – Matka miała konia. Zapakowała nas na
furmankę i pojechaliśmy do Łucka.
W 1945 oku , jako repatrianci, w bydlęcych wagonach
wyruszyliśmy z Łucka do Polski. Jechaliśmy
przez drewniany most na Wiśle, który kołysał się wspomina Zbigniew
Kaliszczak – gdy przejeżdżał po nim pociąg.
Wysiedliśmy na Mazurach. Pod Pasłękiem Dziadek znalazł dość
ładne poniemieckie opuszczone gospodarstwo: nowy, siedmiopokojowy dom,
zabudowania gospodarcze, dobrze zagospodarowana ziemia – rosły ziemniaki i
warzywa. Matka wiozła krowę, dojechała szczęśliwie. Gdy był jaki postój, rwała
jej trawę. Na trasie cały czas było więc mleko. Jakże więc była potrzebna i w
owym nowym poniemieckim gospodarstwie. Przed żniwami w lipcu dojechał Ojciec.
Rodzice kupili dwa konie. Mirek chodził do Ogólniaka w Pasłęku. Jedna z
nauczycielek mówiła do niego: - Twój Ojciec
jest kułakiem. Wspomina Pan Zbigniew.
W 1954 roku ukończyłem 7 klasę i przyjechałem na Wybrzeże. Mieszkałem u Mamy Koleżanki przy ulicy Jesionowej 16 w Gdańsku Wrzeszczu – opowiada Zbigniew Kaliszczak. Uczyłem się w Zakładzie Doskonalenia Zawodowego przy ulicy Miszewskiego w Gdańsku Wrzeszczu.
Zajęcia praktyczne miałem w Cukierni Państwowej przy ulicy OgrodowejJako piętnastolatek
wstawał o piątej rano, żeby dojechać z Gdańska Wrzeszcza do Sopotu na
godzinę szóstą. Na śniadanie kupował suchą bułkę, udało się mu z Zakładu uszczknąć szczyptę masła, otrzymać do tego kubek mleka –
i tak udało się jakoś przetrwać ten najtrudniejszy czas.
Zbigniew Kaliszczak – już
jako doświadczony cukiernik - został uhonorowany m. in. Srebrną Odznaką „Zasłużony dla Edukacji", Srebrnym i Złotym
Medalem za Zasługi dla Rzemiosła Polskiego wraz z Honorową i Złotą Odznaką Izby
Rzemieślniczej w Gdańsku.
Został uhonorowany także – za działalność charytatywną i sponsorską licznymi dyplomami z wdzięcznymi słowami podziękowania od środowisk oświatowych i kombatanckich. Wśród nich jest m. in.: Odznaka „Przyjaciel Dziecka” Towarzystwa Przyjaciół Dzieci Klubu „Neptun”, Dyplom Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza za wspieranie działalności Stowarzyszenia „ Nasze Siedlce”, liczne podziękowania od Weteranów Armii Krajowej.
Mój Rozmówca pokazuje mi album z przedwojennymi widokami Łucka,
wsi wołyńskich, oraz zdjęcia Cukierni „Kaliszczak” uzupełnione wierszami Stanisława Józefa Zielińskiego dedykowanymi Czcigodnemu Cukiernikowi Nestorowi.
Zacytujmy:
I powiadał do mnie nieraz
„Synu Synu Synu Mój
W życiu zaznasz
Wiele szczęścia
Jeśli znajdziesz
Zawód swój”
„ I dziś cały Gdańsk
Wie o tym
I już wiedzą
Wszystkie lata
Dzień jest smutny
Do niczego
Gdy bez ciastka Kaliszczaka”
Ilustracje
Archiwum Internetowe
Łuck . Wikipedia
Pustomyty. WikipediaTekst,
z niewielkimi modyfikacjami
Z albumu Zbigniewa Kaliszczaka
Opracowanie
Stanisław Józef Zieliński

.jpg)


_%D0%B7_%D0%BF%D0%B0%D1%80%D0%BA%D0%BE%D0%BC.jpg)








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz