niedziela, 4 grudnia 2022

Osiemnastka i Osiemdziesiątka Moje Dwa Jubileusze

 

Osiemnasta i Osiemdziesiątka

Moje Dwa Jubileusze


Oba do siebie  mają 

Jakże jakże blisko

Tylko pomiędzy nimi

Tych trochę lat

I cały koncert dat

Pomiędzy nimi


I ta harmonia

Zawsze wszystko

I zawsze wszystko  gra

 Pamiętam jakoś

Jakoś tak mocniej

I ten jeden jubileusz

I ten drugi

Jakby były w moim zyciu

Tylko dwa

I zgadza się

Te dwa wydarzenia

To te  dwa moje 

Słupy graniczne

 To takie moje dwie

Latarnie morskie

 

Moja Osiemnastka

Gdy tylko co


Twardo w swój zawód

Wchodziłem tak  jak mogłem

A wszystko co w dłonie

Nagle chwyciłem

To było li tylko

Słodsze niż słodkie

Bo deser przecież

Ma taką moc

I wciąga

I urzeka

I porywa w lot

I ma swój urok

I ma swój czar

I bez deseru

To nawet choćby

Najlepszy łyk kawy

To jednak nie jest to

I tak w mój fach

Wchodziłem po uszy

Brnąłem grzęzłem

Im było trudniej

To krasiłem to wszystko

Coraz większym uporem

I jednocześnie 

Na wierzch  wychodziłem

Aż do własnej Cukierni

Przy Ulicy Długiej

I moich Pięciu Braci

Niejednokrotnie












Brało ze mnie przykład

Nie dociekając tak wnikliwieCzy warto

Czy to ma sensI nieraz dyskretnie


Bolał ich nawet Mój niejeden sukcesI chcąc nie chcącBrali ze mnie przykład







Niejednokrotnie dociekając

Zbigniew Zbyszek

Przecież wiadomo

Taki był zawsze

I tak jest dzisiaj

Ten nasz Braciszek

Ów Zbigniew Kaliszczak


I przyznam to i dzisiaj 

Zawsze wiedziałem  o tym

Swój piec to w moim fachu


To ta podstawa

Podstawa także

Swoja receptura

Nawet po ciemku


Rozpoznam swoje ciasta

Bowiem w każdym ciasteczku

Jest przecież moja dusza

Mój wigor

Mój fason

Mój styl

I ta gorąc

Bardziej gorąca niż blaszka

Tylko co wyjęta prosto

Z gorącego pieca

I druga data

To ta Osiemdziesiątka

Jeszcze tak niedaleko

I tak niedawno że

Bliżej niż blisko

Przybyła jakoś tak nagle

Nie wiadomo skąd

Nie wiadomo jak

I jakoś tak zaraz

Rodzina się zeszła

A i jakoś dowiedział się


O tym wszystkim

Mój cały rozległy

Cukierniczy Gdański Świat

Zeszli się Bracia

I zeszły się Dzieci

I wszystko  tak jakoś 

Poszło tak samo

Nawet nie pytając mnie

Co ja tak naprawdę

O tym wszystkim myślę

I zaraz mi tu żem Nestor

Żem Senior

I taki nagle jestem zdziwiony

Bowiem tyle lat

Osiemdziesiąt lat

To ja nie miałem

I nigdy i nigdzie

Przeto pytam nieraz


Sam siebie w lustrze

Czy to aby jednak

Nie jakiś żart

Może to tylko dzisiaj

Mam tych Osiemdziesiąt lat

I wszystko choć do lat pięćdziesięciu

Powróci do mnie


Zaraz może  jutro a

Jeśli nie jutro

To chociaż może

Zaraz pojutrze

Ale i lustro nauczyło się

Tej dziwnej dyskrecji

W tych czasach

I na moje pytanie

Tylko z odpowiedzią zwleka

I kolejny dzień

Na to moje pytanie

Jednak nie odpowiada

To ja nie nalegam

A li tylko cierpliwie

Już któryś dzień czekam

A tymczasem już

Dzieci mają Dzieci

I każde ma już też

Swoją drogę

I tak już

W ten tak dziwny sposób

Z każdym dniem wrastam

W te Moje Lata Osiemdziesiąte

Coraz dalej i dalej

Jest jednak i to pocieszające

Deser mój 

Mimo tylu moich 

Cukierniczych lat


Zawsze jednak

Jest taki sam

Albowiem kiedy deser zanika

To przecież nie masz

I cukiernika

A na to trzeba ho ho

Jeszcze co najmniej

Co najmniej 

Sto Lat

 



Ilustracje

Archiwum Internetowe

Archiwum Domowe 

Bohatera tekstu

Stanisław Józef Zieliński

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

4.12.2022

 

 

 

 

 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz