Bo do tego co tu rzec
Musi być i Piekarz Dobry
By to
wszystko
Pomagałem
sobie
I tłuczkiem
A i chochlą
I to wiesz na dobre że
To wszystko
Będzie rosło
I tak było z Tobą też
Już od pierwszych dni poczęcia
Byłeś pewnie w ekstraklasie
I było wszystko jak ulał
Było w przysłowiową w dechęRosłeś rosłeś rosłeś w mig
Bogu na
chwałę
Rodzicom na
pociechę
Pod sercem swojej Mamy
Oznajmiając nam ten fakt
Płaczem radosnym
Tak mocno porywała
Ciebie do
życia
Ta Twoja Jubilacie Mariuszu
Bardzo bardzo silna wola
By już na tym świecie być
I w zaparte
Co dzień iść
Tamten dzień
1 kwietnia 1964 roku
Twoje Urodziny
Co roku jakiż to dla mnie
Radosny Dzień
I choć już wtedy
Byłeś ów Najmniejszy
To od razu przecież
Taki bardzo Ważny
Najważniejszy
Przez całe lata
Doookoła Ciebie
Kręci się
Mój cąły Świat
Ale widzisz
Tak już to na
tym świecie jest
Aby być naprawdę mężnym
I roztropnymI zwycięskim
To na progu
Naszego
Ziemskiego Życia
Musi być ten
Sakrament Pierwszy
I żebyś nie
szedł samopas
I żebyś nie szedł nie tędy
To czekały Ciebie
Z biegiem Twojego wieku
Kolejne Święte Sakramenty
Sakrament
Pierwszej Komunii Świętej
Potem był
Sakrament Bierzmowania
To był ów życiowy szlifDo każdego
SakramentuStarannie
przygotowanyBowiem tylko
taką drogą
Od pokoleń
A ileż to tych
Naszych pokoleń od początku
Jedna miara ho ho ho
Idzie Cały
Kaliszczakowy Ród
Wierność Swej Wierze
Wierność
Tradycji
Wierność
swej Rodzinie
Tylko na
takiej drodze
Łaskawy Bóg
Całą Mocą Naszej Bożej Wiary
Błogosławi Los i Dom
I Wszystkie Codziennie Drogi
Dopotąd w
Rodzie Kaliszczaków
Zegarmistrz
i szewc
Ty w swoim
impecie
Przekroczyłeś wszystkie granice
I w żadnym
Z tych rodzinnych zawodów
Nie chciałeś byćBo w żadnym z tych zawodów
Nie byłeś Ty
Buntowałem się aż na to
Aż pochmurniał cały Gdańsk
Bo zbyt tradycyjne
I mało rentowne
I
wylądowałeś tu gdzie chcesz
Jako menager
w samym biznesie
Ale rad jestem z tego
Że ze
szczerego serca
Przyprowadziłeś
do Ołtarza
Swoją Połowę
Świata
By razem w
Imię Boże przyjąć
Tak jak Twój
Ojciec
Ten Święty Nierozerwalny
Sakrament MałżeństwaI tak jak
Twój Ojciec
I tak jak
Twój Dziadek
Jesteś temu
Wierny
Daj Bóg
niech Nasz
Jak
najmocniej się rozgałęzia
I z Twoim udziałem
I dobrze że
wiesz
Do czego
Synu
Służy to
wiosło
Musi być
dobry
I Piekarz i
Piec
Aby to
Ciasto
Mocno mocno rosło
Rosło z
każdym dniem
A Ty Mój
Kochany Bobasie
Już od
samego poczęcia
Mocno mocno
Byłeś w
ekstraklasie
I tak szedłeś szedłeś szedłeś
I tak mamy Twoje Mariuszu
Jubileuszowe Sześćdziesięcioletnie
Urodziny
Trwajże w tym co wymarzyłeś
Trwajże w tym co zawsze chciałeś
Zawsze bardzo pewny swego
Dokąd kiedy i bez zwłoki
W ten swój czas należy iść


























_%D0%B7_%D0%BF%D0%B0%D1%80%D0%BA%D0%BE%D0%BC.jpg)



.jpg)

