Każdy chce iść
Swoją drogą
I na swój
sposób
Czynić
poddanym
Swój cały
świat
I po swojemu
Chce swój
dom urządzić
I tak oryginalnie iż
Już po
klamce
U
wejściowych drzwi
Widać że to
jest
Jego dom
I tak
postąpił także
A Ty Zbigniewie
Mistrzu
Piekarzy i Cukierników
Nawet nie dziwisz się
Temu wszystkiemu
Bierzesz wszystko tak jak jest
A więc i to wsparcie
Z doskoku
I to zajrzenie
Od
czasu do czasu
I jednocześnie
Jesteś dumny z tego
I mówisz
Mój Syn Mariusz
Moja krew
Gorliwie idzie moją drogą
Bowiem uparcie
Dąży do swojego celu
I dumny jesteś z tego
Bo Twoje każde spotkanie
Z Synem Mariuszem
To to spotkanie
Całkowicie Niezależnego
A Ty Mistrzu Zbigniewie
Tak
chodziłeś koło
Swojej Firmy
Dzień w
dzień
Ile razy już o samym świcie
I ile razy
powtarzałeś
Przed samym sobą
W lustrze
Kiedyś Syn
Przejmie
moją Cukiernię
Przy ulicy
Długiej
I historia
jakże piękna
I marka znana od lat
Właśnie na
dobry deser
Na dobry
deser choćby do kawy
Stawia każdy
i to każdego dnia
Bo to i klucz do nastroju
I klucz do
klimatu
I do kaduków
stu
Każdy mówi
Przecież bez
kawy
I dobrego
deseru
To przecież
ani rusz
I co wtedy
Nie jesteś sokół
Nie jesteś orzeł
Bo przez dzień cały
Trapi Ciebie sen
I nic tylko
Ciężkie chmury
Siedzą na Twoim czole
I nas Sześciu Braci
Każdy Piekarz
I Cukiernik
każdy
I każdy
przecież
Mocno na
swoim
Mocno zapisany
u swojej klienteli
A jest to i Gdańsk Morena
I Gdańsk Ulica Długa

I Gdynia
I Gdynia Orłowo
I Szczecinek
I Koszalin
I każdy rad
że tak mocno
Tak mocno
jest u siebie
I byłeś
wprost pewny
Mistrzu Zbigniewie że
W tym Rodzinnym
Klanie Cukierniczym
Sekstecie Kaliszczaków
Mocno
usadowi się także
A On jednak
patrzy
Zupełnie
inaczej
Patrzy tak jak patrzy to
Polskie Młode Unijne Pokolenie
I tylko z
Unią bo twierdzi że
Bez Unii ani
rusz
Nie tylko Cukiernia ale i
Także i Parlament
Wolne Miasto
Powiewają nawet
Unijne flagi
mimo iż Ty
Panie
Zbigniewie
Twierdzisz inaczej
I może
nieraz z Synem
Ta rozmowa
nieco trudna
Bo swoje
wiesz
Polska to
nie to samo
Co Unia
A Unia
przecież
To nie to
samo
I nawet te trendy
Nie uważasz
Za zdrowe do końca
Bowiem ten
ma stabilną
Sytuację na
świecie
Gdy jest na swoim
I to swoje ma obwarowanie
Narodowe i rodzinne
I w tym widzi swój kult
I to SwojeNiezależnie od trendów i mody
Potrafi mocno trzymać
W swoich dłoniach
Jako to wiano rodowe
Lecz i dumny
jesteś
Twój Syn
Mariusz
Twój taki
buntownik
Buntownik także
I wobec Ciebie
I jeśli
nawet spada
To zawsze na
te cztery łapy
Idzie li
tylko
Swoimi drogami
I tylko tak
na tym świecie
Widzi to swoje
miejsce
I tak widzi
To swoje
Westerplatte
I te swoje
Termopile
I jest ten pokoleniowy
Rozdźwięk między Wami
Który to rozdźwięk
Już jeden z
fraszkopisarzy
We fraszce
zapisał
Ojcowie
Termopile
Za
ile
Lecz kiedy i
ich
Czas
wojowania przeminie
Czy na pewno
Każdy przy
swoim
Przekonaniu
wytrwa
A może
jednak
Wtedy Twój
Syn Mariusz
Wspomni o
Tobie
Ojciec
Zbigniew
Widział te
sprawy inaczej
I jednak i
chyba jednak
Miał rację
Dokąd ja idę
On już wtedy
Stamtąd wracał
Biada tym
Kto swoje życie wystawia
Na ciężką próbę
Ponad tę ciężką próbę
Jednakże dokonało się
I trzeba to
To chomąto nieść bo
Nie ma ma innego wyjścia
Chociaż to wyjście
Te obecne trendy
Poniekąd modne i nowoczesne
Jednak tak naprawdę
Jednakże summa summarum
Przy ulicy Długiej
Była taka
Dobra Cukiernia iż
Tylko tak trzymać
I dalej iść
Ilustracje
Archiwum InternetoweStanisław
Józef Zieliński
Tekst
Stanisław Jozef Zieliński
14.11.2022




















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz