Gdzie
ta Cukiernia
Z
szyldem
Kaliszczak
Gdzie
ta Cukiernia
I
gdzie ten czas
Kaliszczak
W
Gdańsku
Przy
ulicy Długiej
Jest
kamienica
I
jest ten sam
Trakt
A
tu gdzie
Cukiernia
Kaliszczak
Wszystko
jest nadal
Tak
strasznie puste
Senior
Zbigniew
Kaliszczak
Już
prawie
Tędy
nie chodzi
Choć
dalej
Włodarz
I
dalej
Człowiek
Gość
Bo
przecież tu jest
Tyle
historii
Całe
dziesiątki lat
Całe
dziesiątki lat
Biegnące
wprost
W
jakieś potworne
Straszne
zapomnienie
I
ja wspominam
Ten
dobry czas
Czas
prosperity
I
niejedną kawę
Wypukły
menisk
Na
kawie był
Bo
kawa była
I
super deser
Że
tylko jeść
I
tylko żyć
I
to był ten dobrze
Powitany
dzień
Z
Mistrzem nad mistrzami
Mistrzem
Cukiernikiem
Zbigniewem
Kaliszczakiem
Jakże
serdeczne
I
jakże ciepłe
Jakże
życzliwe
Zawsze
te same
Że
co Cech to Cech
I
zawsze to zatroskanie
Że
Piekarze
Że
Cukiernicy
Winni
być jednym
Jednym
prężnym
Środowiskiem
Bo
w rozproszeniu
Wszystkich
rozłoży
Obcy
kapitał
I
nawet dni
Nie
zdążysz policzyć
Jak
to wszystko przejmie
Za
grosze
Za
łapu capu
Jak
popadnie
I
będą jakieś
Jakieś
substytuty
Jakieś
mrożonki
Mimo
że gorące
To
li tylko
W
piecach
Odgrzewane
I
naród w pośpiechu
To
nawet kupi
Bo
cóż że gorsze
Bo
cóż że nie nasze
Dla
narodu to ważne
Że
jest ździebko tańsze
I
nawet nie masz
Zawodowej
szkoły
Gdzie
nasi uczniowie
Poznawali
swój fach
Kto
nam zgotował
W
Polsce taką wojnę
Że
wszystko dla nas
Pod
prąd i pod wiatr
I
byli radni
I
byli posłowie
I
nawet czasem
Był
w Gdańsku
Ktoś
z rządu
I
chyba nawet każdy
Każdy
z nich
Miał
polską głowę
Gdy
doszło do spotkania
Nawet
coś zapisywał
I
coś przyobiecał
Ale
jechał do Warszawy
Tą
swoją limuzyną
A
że był upał
To
okno było otwarte
I
wiatr wszystko wywiał
Z
głowy wywiał
A
kto z nich miał czas
Gdzie
i na której
To
było kartce
I
zostawało już tak
Tak
zostawało
Jak
dotąd było
A
nowy okupant
Rozgniatał
nasz
Rodzimy
Polski Rynek
I
szedł szedł i szedł
Na
całość
I
dzisiaj efekt
Tych
rządów
Gdzie
tylko spojrzysz
Hipermarkety
I
tylko gdzieś na obrzeżach
Resztki
relikty
Nasze
jeszcze prawdziwe
Jakże
ekonomicznie
Mocno
przygniecione
I
jakże słabe kondycyjnie
Polskie
Cukiernie
I
tak już chyba
Na
zawsze zostanie
I
wprost
Beznadziejnie słaba
Kondycja
Cechu
Gdzie
my jesteśmy
I
co robimy
Przecież
i w Gdańsku
Jest
już tą
Normalną normą
Jest
taki dzień
Że oto nagle
Zamyka
się raz
Nasz
Polski Sklep
I
to sklep
Z jakże
Z jakże
Bogatą
historią
O tempora
Co
za rządy
Co
za obyczaje
Co
za czasy
Tak
w pień
Wycinać
nasze
Polskie
Rzemiosło
Którego
nie mógł
Tak
skutecznie rozłożyć
Ani
Hitler ani Stalin
Mówią
komuna komuna
Każdy
komuną dziś
Gębę
wyciera
Ale
były przecież
Nasze
polskie statki
I
były przecież
Nasze
Polskie Stocznie
Nikt
za bezcen tego
Obcym
nie oddawał
W
imię dzikiej prywatyzacji
Nie
zabierał
Nad
naszą Gdańską Zatokę
I
patrzę
I
wyglądam
Kiedy
znowu zawieją
Kiedy
znowu groźnie
Grzywami
fal wzburzonych
Na
cały świat zawyją
Kanciarzu
bez krzty
Bez
krzty szacunku
Co
zagrabiłeś w pogoni
Za
mamoną
Raz
na zawsze
Oddaj
Gdzie
ta Cukiernia
I
gdzie ten czas
Z
szyldem
Kaliszczak
W
Gdańsku
Przy
Ulicy Długiej
Jest
kamienica
I
jest ten sam
Trakt
W
sezonie jakże zawsze
Pełen
ludzi
Kaliszczak
Wszystko
jest nadal
Takie
strasznie
Puste
Ilustracje
Archiwum Internetowe
Stanisław J. Zieliński
Tekst
Stanisław
J. Zieliński
23.05.2018
R



















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz